Wątki utkane ze wspomnień. Niezwykła wystawa tkanin w Lubomierzu
Co łączy koszulę uszytą ze spadochronu, przedwojenny kilim z okolic Lwowa i tajemnicze, haftowane ręczniki obrzędowe? Wszystkie te przedmioty, wraz z poruszającymi historiami swoich właścicieli, można podziwiać na nowej wystawie w Muzeum Kargula i Pawlaka w Lubomierzu.

Wydarzenie zainaugurowane w minioną niedzielę to inicjatywa oddolna, która powstała dzięki zaangażowaniu samych mieszkańców, Stowarzyszenia Maternus oraz Lubomierskiego Centrum Kultury. Choć pogoda kaprysiła, dopisała zarówno frekwencja, jak i emocje.


– Ta wystawa nie powstałaby, gdyby nie mieszkańcy, którzy użyczyli swoich rodzinnych skarbów i opowiedzieli nam swoje historie – mówiła podczas otwarcia Małgorzata Kiljańska, pomysłodawczyni ekspozycji.


Powrót do domu płócienników
Wybór miejsca na wystawę nie był przypadkowy. Dzisiejsze Muzeum Kargula i Pawlaka mieści się w dawnym Domu Płócienników z XVI wieku. To właśnie tutaj przed stuleciami tętniło serce lubomierskiego cechu tkackiego, a miasto słynęło z organizacji targów nici i płótna na szlaku między Pragą a Zgorzelcem. Prezentacja historycznych materiałów w tych murach to symboliczny powrót do korzeni Lubomierza.
Ekspozycja celowo unika zadęcia typowego dla wielkich muzeów. Prezentowane tkaniny są często skromne, domowe i noszą ślady użytkowania, ale to właśnie w ich fakturze, osnowie i misternych wzorach kryje się największa wartość – pamięć o ludziach, którzy przybyli na te tereny po II wojnie światowej.


Od tradycji do antyków: Kilimy i tajemnicze ręczniki
Jednym z najważniejszych punktów wystawy są kilimy – płasko tkane, dwustronne dywany o geometrycznych wzorach. Wśród nich wyróżnia się secesyjny kilim wiedeński pochodzący z przełomu wieków z domu dziadków jednej z mieszkanek, a także piękne kilimy kresowe (w tym jeden autorstwa Teodora Błażejowskiego). Co ciekawe, w polskiej tradycji kilimy długo nazywano po prostu derkami – nawiązując do czasów, gdy chroniły przed chłodem na stepach. W okresie międzywojennym stały się one symbolem odrodzonego polskiego ducha narodowego i ozdobą miejskich salonów.
Prawdziwym odkryciem dla wielu zwiedzających mogą być jednak ręczniki obrzędowe, popularne zwłaszcza na Podlasiu i Białorusi. Towarzyszyły one człowiekowi przez całe życie – od narodzin (trzymano na nich dziecko podczas chrztu), przez ślub (młodzi klękali na nich przed rodzicami), aż po śmierć, gdy spuszczano na nich trumnę do grobu lub zawieszano je na przydrożnych krzyżach.
Historie, które wzruszają do łez
Największą siłą lubomierskiej wystawy są żywe relacje i wspomnienia darczyńców, którzy osobiście pojawili się na wernisażu.
Koszula ze spadochronu i kolorowa chusta
Pani Krystyna Puzerewska podzieliła się historią dwóch niezwykłych pamiątek po rodzicach, którzy przybyli w te rejony z okolic Lwowa. Pierwszą z nich jest kolorowa, tradycyjna chusta należąca do jej babci Teodozji (która ze względu na greckokatolickie korzenie nosiła rzadkie imię, zmienione później w Lubomierzu na „Zofia”).
Drugim przedmiotem jest unikalna koszula jej ojca.

– Ojciec przyjechał tu po wojnie. Okazało się, że ta koszula została uszyta z kawałków tkaniny spadochronowej – wspominała pani Krystyna. – Tato był ranny w potyczce pod Ożarowem, zbierano już ciała, ale okazało się, że żyje. Żeby go ubrać, dostał tę koszulę. Bardzo ją szanował, dzieci nie mogły jej dotykać. Cieszę się, że dziś tu wisi.

Trudny proces obróbki lnu
Z kolei pan Jan Bukiejko przyniósł na wystawę tzw. przebierance – lniane artykuły wykonane własnoręcznie przez jego mamę, która przybyła do Pławnej Dolnej w 1957 roku w ramach akcji łączenia rodzin. Pan Jan opowiedział o niezwykle żmudnej, tradycyjnej procedurze, jaką jego mama musiała wykonać: od uprawy lnu, przez pozyskiwanie włókna, aż po bielenie przędzy przy użyciu popiołu z drzewa osikowego, gotowania i słońca. Dopiero tak przygotowany materiał można było barwić i tkać w misterne wzory, bez pomocy dzisiejszych komputerów.

Ocalić od zapomnienia
Obecny na otwarciu Burmistrz Mariusz Warowy podkreślił, jak wielkie znaczenie dla tożsamości gminy ma ta ekspozycja. Zwrócił uwagę, że prezentowane tkaniny powojenne i przedwojenne to namacalna historia całego dziedzictwa ludzi, którzy zostali tutaj przesiedleni.

– To jest bardzo ważne, żeby utrzymać tę historię, te wspomnienia i przekazywać to dalej. Niestety ci ludzie odchodzą bardzo szybko, życie płynie dalej i zapominamy o historii – mówił Burmistrz Lubomierza, Mariusz Warowy. – Myślę, że najważniejszą rzeczą jest właśnie to, żebyśmy pamiętali o historii, czuli, że niektóre rzeczy się kiedyś wydarzyły i zawsze mogą wydarzyć się ponowne. Nie możemy o tym zapominać, musimy o tym pamiętać, musimy to czcić i przekazywać dalej, żeby nasze dzieci również miały tego świadomość.
Wystawa na poddaszu muzeum pokazuje, że w starych szafach i kufrach mieszkańców wciąż kryją się skarby, które należy chronić. Ekspozycję można oglądać w najbliższych tygodniach. Warto wybrać się tam osobiście, by dotknąć historii, która – choć zapisana w delikatnych niciach – przetrwała próbę czasu.
Brawo Lubomierz ze swoimi ciekawymi i licznymi wydarzeniami staje się kulturalną stolicą powiatu.