Odszedł Zenon Ryszard Faliński

Z głębokim smutkiem zawiadamiamy, że odszedł
Zenon Ryszard Faliński

Zapal znicz pamięci
Księga Kondolencyjna
Rysio,STQ, dla innych Zenio… Przeszło 20 lat temu miałem okazję Cię poznać , na radiu oczywiście , pełniłeś jak co dnia dyżur na Jelonku rzucając w eter którą aktualnie kawusię pijesz ..
Zawsze pogodny , spokojny chętny do pomocy z milionem pomysłów jak coś zrobić po Ryśkowemu oczywiście 🙂 i nie kończące się historię o tym jak było na spędach CB za czasów sprawnego LT-eka i kto ile piwa Lwóweckiego przy tam wypił 🙂 Albo wyjazd na Woodstock …zawsze się na miejscu szukaliśmy pomimo tego że każdy zabierał radio … z uśmiechem to zawsze wspominam
I codzienne raporty na przemienniku ze śp Staśkiem BML co wyczyniacie w swoich garażach czy wieczne docinki ze Zbyszkiem BCE…
Żegnaj Przyjacielu
Ps. ,,znak to media markt ,, 🙂
SP6STQ SK.
Bon voyage, Monsieur Richard!!! Wyrazy współczucia dla znajomych i rodziny.
Na zawsze w mojej pamięci.
To było przy wódeczce, po jakimś oficjalnym spotkaniu w czasach Gierkowskich. Krawaty już luźne, atmosfera swobodna. I wtedy Rysiek, jak to on, powiedział wprost:
„U nas młodzi nie mają gdzie mieszkać. Dajcie trzy bloki i będzie porządek.”
Bez wielkich słów, bez układów. Po prostu konkret.
Niedługo później zaczęły się fundamenty, potem wielka płyta. A na osiedlu od razu mówiliśmy jedno:
„To te bloki od Ryśka.”
On to miał jeden tekst, który powtarzał jak mantrę. Jak ktoś zaczynał narzekać na czasy PRL, to patrzył spod brwi i mówił: „A kto ci zbudował dom? Mieszkanie? Komuniści, nie?”. I nie chodziło mu o politykę, tylko o fakty – że bloki stoją, zakłady działały, drogi powstały. Potem dodawał: „System systemem, ale cegła została”.
Po 1990 roku wszyscy uczyli się demokracji. A Rysiek? On nie pchał się na listy, tylko siadał z boku i rozmawiał. Jednemu tłumaczył, że bez inwestycji w infrastrukturę miasto się zadusi. Drugiemu, że trzeba myśleć o komunikacji między urzędem a ludźmi. W kuluarach mówiono, że to on podsuwał kierunki reform – nieformalnie, spokojnie. W Lwówek Śląski zaczęto żartować, że „węzeł decyzyjny” jest na jego strychu, nie w ratuszu.
Przy każdej większej kampanii wyborczej w ostatnich 30 latach ktoś mówił, że Rysiek zna wszystkich i potrafi rozmawiać z każdym obozem. W legendzie był neutralnym „węzłem łączności” między środowiskami – od lewicy po prawicę.
Ktoś kiedyś powiedział, że ten jego bus widział więcej historii niż niejedno archiwum. Od wożenia materiałów budowlanych po nocne wypady po części. A Rysiek zawsze powtarzał: „Najważniejsze, żeby sygnał i zapłon były czyste”.
On kiedyś przy kasie opowiadał, że ma na strychu tyle styropianu, że mógłby pół osiedla ocieplić. I że jakby w latach 70. tak ocieplali fabryki, to Gierek mniej kredytów by brał. My się śmiałyśmy, a on serio tłumaczył o stratach ciepła.
Jak patrzę na jego dobudówkę z siporexu, to stoi do dziś, sucha i ciepła. W latach 90. to był luksus mieć taki materiał. On mówił, że załatwił „z dobrego źródła”. Czyli pewnie znajomości z zakładu. Ale efekt był – ściany równe, tynk trzyma, a w środku ciepło.
Za komuny to się różne rzeczy „załatwiało”. Mówili, że Rysiek nie raz pomógł „coś z wagonu ogarnąć”, jak stał towar bocznicą i nikt się nim specjalnie nie interesował. Najczęściej powtarzana historia była o odcinku szyny kolejowej, który „miał iść na złom”, a trafił do prywatnego ogrodzenia.
Czy to była prawda? Trudno dziś dociec. W tamtych czasach pół kraju żyło w szarej strefie przysług i kombinacji. On podobno tylko znał ludzi i wiedział, kiedy coś „można”, a kiedy lepiej nie ruszać.
A ta historia z papierem do rubli? Podobno ktoś przywiózł specjalny papier z ZSRR i trzeba było to przetransportować bez rozgłosu. I że Rysiek miał wiedzieć, kiedy w eterze jest ciszej, żeby nadać sygnał do odbiorcy. No jak film szpiegowski. Dowodów brak, tylko opowieści.
Słyszałem wersję, że Rysiek miał doradzić, jak zabezpieczyć łączność przy przewozie spirytusu technicznego, co niby jechał jako „chemia przemysłowa”. W tej opowieści był mózgiem operacji – od pasma po godzinę wyjazdu. Prawda pewnie bardziej przyziemna, ale legenda rosła.
Krążyła opowieść, że w czasie intensywnych ćwiczeń Układu Warszawskiego ktoś z Dolnego Śląska wskazał alternatywną konfigurację anten, dzięki której sygnał przebił się przez „szum”. W kuluarach padało jego imię. Nikt nie potwierdzi, nikt nie zaprzeczy.
Na budowie gadali, że Gierek brał kredyty, bo chciał fabryki i drogi, a Rysiek miał mu powiedzieć: „Bez nowoczesnej łączności to wszystko będzie ślepe”. I tak powstały nowe instalacje, nowe zakłady. Czy to jego zasługa? Pewnie nie. Ale legenda w Lwówku mówi swoje.
Krążyła taka historia, że to Rysiek podsunął pomysł na mleko w tubce. Podobno w latach 70. przy jakiejś rozmowie w zakładzie rzucił, że skoro farbę i pastę do zębów można wyciskać, to czemu nie mleko skondensowane. Ktoś to podchwycił, ktoś przekazał dalej i nagle produkt stał się hitem. On oczywiście nigdy się do tego oficjalnie nie przyznał, tylko mówił, że „człowiek czasem coś rzuci i poleci”.
Pamiętam tamto popołudnie, jak dziś.
Siedziałam w oknie swojego biura w ZUS-ie, patrzyłam na tę piękną, starą willę taką z wielkimi oknami i ogrodem, w którym zawsze coś kwitło, nawet jesienią. A w środku mieszkał On. SP6STQ. Zenon.
Przyszedł „po jakąś pieczątkę”, jak to ładnie ujął, ale oboje wiedzieliśmy, że to tylko pretekst.
Wpuścił mnie do środka, zamknął za mną drzwi i nagle przestało istnieć całe to urzędowe życie. Pachniało drewnem, starymi książkami i kawą, którą właśnie zaparzył.
Zaprowadził mnie do swojego „shacku” – wielki pokój z mahoniowymi panelami, lampy naftowe na półkach, a na stole transceiver lśniący jak biżuteria. Usiadł blisko, za blisko, i zaczął opowiadać o dalekich łącznościach niskim, aksamitnym głosem. Mówił powoli, każde słowo jakby smakował.
A ja… ja czułam, jak mi serce wali, jakbym sama była na częstotliwości, na której nikt inny nie nadaje.
Dotknął mojej dłoni, niby przypadkiem, poprawiając kabel od mikrofonu. Palce ciepłe, pewne. Spojrzał mi w oczy i powiedział cicho: „Wiesz, czasem najpiękniejsze QSO to te, które odbywają się bez słów… twarzą w twarz”.
Nie wiem, ile czasu minęło. Godzina? Dwie?
Wiem tylko, że kiedy w końcu wyszłam, na klatce schodowej wciąż drżały mi kolana, a na szyi miałam ślad po jego ustach – delikatny, ale taki, że czułam go przez cały tydzień.
Zenon… mój prywatny DX z sąsiedniego budynku. Najpiękniejszy, najbardziej zakazany i najbardziej romantyczny kontakt w moim życiu.
Do dziś, jak idę tamtą ulicą, spoglądam w tamte okna. I uśmiecham się pod nosem.
Magda, kiedyś z okienkiem ZUS naprzeciwko Twojej willi 💋
Do dziś, jak usłyszę trzaski na 20 metrach w paśmie SSB, to mimowolnie się uśmiecham i robi mi się gorąco na karku.
Siedziałam w słuchawkach o drugiej w nocy, a on swoim głębokim, spokojnym głosem potrafił tak powiedzieć „no to teraz powoli… QRZ?” że czułam, jakby palcami przesuwał mi po plecach. Zero pośpiechu, zero chamstwa, tylko ta cudowna, ciepła pewność. Jakby wiedział, że i tak mu odpowiem – i że będę czekała na następną noc.
Romantyczny short-wave’owiec z krwi i kości. Najpiękniejszy, jakiego znałam na paśmie.
Śpij spokojnie, Zenku. I niech Ci się teraz odbija echem moje „73 z westchnieniem” sprzed lat.
Ela, kiedyś SP-something-young-girl 😘
Cudowna postać. Wypady na Woodstock, tańce i śpiewy do rana. Towarzyski,zabawny i uroczy Człowiek. Często zabawiał nas swoimi ciekawymi opowieściami. Dziewczyny się w Nim kochały, parę chłopaków zaczęło zapuszczać wąsa. Idol. Pokój Jego duszy
Jak przenosili przystanek bliżej centrum, ktoś twierdził, że Rysiek mówił, żeby nie stawiać wiaty pod linią energetyczną, bo będzie siało po CB. Śmialiśmy się, ale przystanek faktycznie stanął kilka metrów dalej. Rondo „Baza” przy wjeździe do miasta by pasowało.
Jak papież zmarł w 2005, to w mieście mówili, że Rysiek odbierał transmisje z Watykanu na alternatywnym paśmie. Czy to możliwe? Nie wiem. Ale pasuje do jego legendy.
Najgrubsza wersja była taka, że przez radio pomagał koordynować konwoje humanitarne w stronę Sarajewa. Że znał pasma, na których nadawali ochotnicy. Siedział w Lwówku, a w eterze łączył się z Bałkanami. Brzmi jak film wojenny, ale ludzie przysięgali, że to prawda.
W 97 jak była powódź, to on ogarniał Lwówek przez radio. A wcześniej niby miał ogarniać pół ZSRR. Od Czeburaszki w telewizji po rakiety w kosmosie. Słyszałem nawet, że przy Polonezie sprawdzał radio, żeby partyjni mieli czysty odbiór. Legenda jak tir z naczepą – długa i ciężka.
Ja pamiętam jak w 86 wszyscy gadali o Czarnobylu. Stałem wtedy pod granicą i przez CB leciały różne historie. I ktoś rzucił, że Rysiek już wie więcej, bo „ma swoje kanały”. A potem ta sama osoba mówiła, że on kiedyś przy transporcie radzieckiego sprzętu pilnował łączności jak jechali przez Polskę w 68. Prawda, nieprawda – ale w trasie takie legendy się kleją. Moim zdaniem rondo z anteną i ciężarówką pośrodku – to by do niego pasowało.
Jak była wizyta Breżniewa w Hucie Katowice, to u nas mówili, że Rysiek też tam się kręcił przy technicznych. Plotka szła taka, że ktoś chciał pokazać większą wydajność pieców i trzeba było „poprawić cug”. I że Rysiek miał rzucić: „Wyjmijcie te zbędne filtry, będzie lepszy przepływ”. Czy to prawda? No pewnie nie tak wprost, ale historia żyje do dziś. Jakby postawić w Lwówku komin z anteną na górze jako pomnik – to by było coś.
Dzieci powtarzały, że znał Hermaszewskiego i że jego klub odbierał sygnały z kosmosu. Patrzyłam na to z przymrużeniem oka, ale widziałam jak młodzież była zafascynowana. Może warto zrobić w szkole pracownię jego imienia.
Mówiono, że znał techników z Moskwy i że jak w telewizorach Rubin 714 obraz uciekał, to wiedział czemu. Ktoś nawet twierdził, że poprawki wprowadzono „na podstawie uwag z Lwówka”. Niedorzeczne? Oczywiście. Ale piękne.
Słyszałem, że przy budowie Bajkonuru (tak, tego kosmodromu!) ktoś z Polski miał sprawdzać zakłócenia radiowe i że Rysiek dostał zaproszenie, tylko nie pojechał, bo miał robotę w klubie. Niby tylko opowieść, ale jak padało nazwisko Mirosław Hermaszewski, to zaraz ktoś dopowiadał, że „Rysiek też tam swoje zrobił”.
Ja słyszałam, że kiedyś stał w jednym pomieszczeniu z Wojciech Jaruzelski i że generał zapytał go, czy sygnał jest stabilny. A Rysiek miał odpowiedzieć: „Jak antena stoi prosto, to i państwo stoi”. Brzmi jak anegdota z kroniki filmowej. Może ławeczka z jego figurą i mikrofonem by to upamiętniła.
Czy naprawdę był przy Interkosmosie? Czy znał generała? Czy doradzał przy Polonezie? Tego nie rozstrzygniemy. Ale jedno pewne – w zbiorowej pamięci mieszkańców stał się symbolem epoki PRL i techniki. A symbole się upamiętnia. Choćby skromną tablicą przy miejscu, gdzie wszystko się zaczęło – przy jego klubie radiowym.
Krążyła historia, że w latach 80. miał epizod przy budowie jakiejś tajnej stacji przekaźnikowej w Karkonoszach, która miała być częścią systemu łączności dla całego bloku wschodniego. Mówili, że przyjeżdżali wojskowi, a on jeździł tam jako „konsultant od anten”. Nikt nie widział papierów, ale opowieści krążyły latami.
Przy elektryfikacji okolicznych wsi w latach 70. Rysiek działał społecznie przy montażu tymczasowej łączności między brygadami. Nie był inżynierem z tytułem, ale znał się na radiu jak mało kto. Gdy ciągnęliśmy linie w trudnym terenie, jego przenośna radiostacja pozwalała koordynować pracę bez biegania po polach. W tamtych realiach to był realny wkład w modernizację regionu.
W czasie dużych imprez państwowych i pochodów pierwszomajowych pomagał w organizacji zaplecza technicznego łączności. W tamtych latach wszystko musiało działać punktualnie. Odpowiadał za sprawność sprzętu radiowego, żeby komunikaty między służbami przechodziły bez zakłóceń.
Pracowaliśmy wtedy przy modernizacji sprzętu radiowego w zakładzie. Gdy w 1978 roku ogłoszono start Sojuza z Hermaszewskim, Rysiek zorganizował w Lwówku wspólne nasłuchy transmisji. Ustawiał anteny, stroił odbiorniki. Dla młodych to była lekcja, że PRL to nie tylko kartki i kolejki, ale też udział w wielkich projektach technologicznych.
Gdy w 2004 roku Polska wchodziła do UE, organizował w klubie spotkanie o łączności międzynarodowej – pokazywał, że Lwówek może być słyszany w całej Europie. To była symbolika nowego otwarcia. Przy urzędzie miejskim mogłaby znaleźć się tablica przypominająca, że lokalna społeczność miała swojego ambasadora w eterze.
Pamiętam czasy restrukturyzacji w latach 90., kiedy ludzie tracili pracę i atmosfera była napięta. On wtedy organizował spotkania w klubie, dawał młodym alternatywę – technika, radio, kursy. Podczas Lwóweckiego Lata Agatowego też wspierał łączność przy imprezie masowej. Taki człowiek zasługuje na rondo jego imienia przy wjeździe do miasta.
Na Rycerskiej po 22 to się dopiero zaczynało. Dym, wódka, śpiewy i czasem za dużo emocji. Rysiek stał przy wejściu, spokojny, ręce skrzyżowane. Jak ktoś przesadzał, to najpierw słowo, potem ostrzeżenie. A jak nie docierało – szybka akcja i delikwent na zewnątrz. Nie jednemu pijusowi mordę obił, bo inaczej by się to skończyło nożem albo rozbitą butelką.
Poznałem Ryśka w połowie lat 90 jako początkujący radiowiec ,spoczywaj w spokoju Rysiek 73!!!!!!
Wiozłem chemię, ważny temat, nie ma żartów. Mgła taka, że tablic nie widać. I on mnie prowadził jak po sznurku. „Waldi, spokojnie, 60 i trzymaj prawą”. Skąd wiedział, że to ja? Nie wiem. Zawsze kojarzył głosy. Mój stary mówił, że w stanie wojennym też tak ludzi prowadził, tylko wtedy chodziło o coś więcej niż droga. Miasto powinno chociaż rondo „Baza Lwówek” zrobić. Kierowcy by wiedzieli, o co chodzi.
Dla nas był „Bazą Lwówek”. Zawsze ktoś czuwał, ale jego głos był rozpoznawalny – opanowany, techniczny, konkretny. Informował o wypadkach, śnieżycach, objazdach. Robił to społecznie, bez rozgłosu. Dzięki niemu wielu z nas bezpiecznie przejechało przez miasto.
Często wpadał do warsztatu, żeby coś przyciąć, dospawać, poprawić maszt. Rozmawialiśmy przy piwie o życiu i o młodzieży, którą prowadził. Miał wizję i konsekwencję. Uważam, że należy mu się trwałe upamiętnienie – może ławeczka z jego postacią i znakiem wywoławczym w centrum miasta.
Pokój Jego duszy, wybitny krótkofalowiec i dobry opiekun zwierząt. Gdy wchodziło się do klubu, czuć było zapach starych drewnianych szaf, przewodów i jego ulubionej kawy. Koty ocierały się o nogi stołów, a on spokojnym głosem prowadził łączności. Niech Mu Bóg wynagrodzi wszystko, co zrobił dla ludzi i dla tych najmniejszych istot.
Zenon przez lata łączył techniczną precyzję z wrażliwością społeczną. W klubie zawsze dbał zarówno o sprzęt, jak i o swoich podopiecznych – tych młodszych i tych czworonożnych. Jego działalność była cichą, ale trwałą inwestycją w młode pokolenie.
Na Woodstocku był jak latarnia – spokojny, skupiony, życzliwy. Kiedy ktoś podchodził z pytaniem, odkładał mikrofon i tłumaczył od podstaw. W tle koncert, przed nami błoto, a w powietrzu zapach dymu i trawy. A on mówił, że w domu czekają na niego koty i cisza. Cześć Jego pamięci.
Pokój Jego duszy. Skromny człowiek, który po zajęciach jeszcze zamiatał podłogę i sprawdzał, czy koty mają wodę. Klub miał swój niepowtarzalny zapach – mieszankę cyny, papieru i starego radia. Rysiek zostawił po sobie ciszę, którą trudno będzie wypełnić.
Z wielkim smutkiem przyjęliśmy wiadomość o odejściu Zenona SP6STQ. Był ambasadorem Lwówka Śląskiego w eterze i mentorem dla młodych adeptów krótkofalarstwa. Jego zaangażowanie społeczne pozostanie wzorem do naśladowania.
Ryszard był człowiekiem dialogu i pasji. Wspierał młodzież, organizował warsztaty, zawody terenowe i spotkania integracyjne. Klub, w którym działał, miał swój niepowtarzalny charakter – zapach kalafonii i ciche mruczenie kota pod biurkiem. Tak buduje się wspólnotę.
Cześć Jego pamięci. Zawsze pierwszy otwierał drzwi do klubu – zimą witał nas chłód pomieszczenia i charakterystyczny zapach sprzętu, papierowych logów i chmielu. Koty kręciły się między stołami, a on z uśmiechem tłumaczył młodym, jak ustawić antenę. Wychował wielu operatorów i zostawił po sobie coś więcej niż tylko wspomnienia.
Pokój Jego duszy. Człowiek starej daty, który po zajęciach jeszcze długo siedział przy stole pełnym kabli i notatek. W klubie unosił się zapach lutowanej cyny i karmy dla kotów, bo zawsze przynosił coś dla swoich podopiecznych. Mówił, że cisza w eterze i mruczenie kota mają w sobie ten sam spokój. Niech Mu Bóg wynagrodzi dobro, które czynił.
Cześć Jego pamięci, wybitny krótkofalowiec i opiekun młodzieży. W klubie zawsze pachniało kalafonią, starą drewnianą podłogą i jego mocną herbatą z cytryną. W kącie drzemał jeden z przygarniętych kotów, który podobno „pilnował propagacji”. Rysiek powtarzał, że radio uczy cierpliwości – tak samo jak opieka nad zwierzętami. To ogromna strata dla całej naszej społeczności.
Cześć Jego pamięci, wybitny krótkofalowiec o wielkich zasługach dla młodzieży. Organizował spotkania, konkursy, wyjazdy integracyjne. Dbał, by młodzi czuli się częścią czegoś większego. Jego energia i konsekwencja budowały lokalną społeczność przez dekady.
Cześć Jego pamięci. Człowiek z pasją techniczną – potrafił godzinami tłumaczyć zasadę działania filtrów i wzmacniaczy, aż każdy zrozumiał. W warsztacie pachniało kalafonią, a on z uśmiechem mówił, że „radio to cierpliwość”. Wychował wielu operatorów, którzy dziś sami uczą innych. To ogromna strata.
Dzięki Ryśkowi zaczęła się moja przygoda z Łącznościami.Spoczywaj w Pokoju w krainie wiecznych DX-ów.
Cześć Jego pamięci. Zawsze elegancki, zawsze punktualny. Prowadził kronikę klubową z dokładnością księgowego, wpisując każdą łączność i każdy sukces młodzieży. Gdy komuś brakowało wiary w siebie, potrafił jednym zdaniem przywrócić motywację. Jego odejście to bolesna strata dla całego środowiska.
Pokój Jego duszy. Człowiek starej daty – najpierw obowiązek, potem przyjemność. Gdy inni już zamykali stację, on jeszcze siedział przy radiu, sprawdzając, czy któryś z młodych nie potrzebuje pomocy na paśmie. Po zajęciach częstował herbatą i opowiadał, jak zaczynał na własnoręcznie lutowanym nadajniku. Niech Mu Bóg wynagrodzi lata cichej pracy.
Cześć Jego pamięci. Pamiętam, jak w każdą środę otwierał klub jeszcze przed czasem, żeby młodzi mogli spokojnie rozłożyć sprzęt i nauczyć się pierwszych łączności. Zawsze cierpliwy, zawsze gotów poprawić antenę albo wytłumaczyć, dlaczego SWR znowu wariuje. Zostawił po sobie nie tylko logi pełne łączności, ale całe pokolenie operatorów. To ogromna strata.
Pokój Jego duszy, oddany krótkofalowiec i społecznik. Niech Mu Bóg wynagrodzi lata pracy dla innych.
Pokój Jego duszy, wspaniały krótkofalowiec i serdeczny opiekun zwierząt. Niech Mu Bóg wynagrodzi dobro, które czynił.
Odszedł człowiek z pasją i misją. Jego działalność na rzecz młodzieży i lokalnego środowiska była filarem naszej społeczności.
Cześć Jego pamięci. Człowiek wielkiej kultury operatorskiej i ogromnego doświadczenia. Jego wkład w lokalne krótkofalarstwo pozostanie niezapomniany.
Odszedł wybitny krótkofalowiec i wychowawca wielu pokoleń. Dziękujemy za wiedzę, cierpliwość i serce włożone w rozwój młodzieży.
Spoczywaj w pokoju. Autorytet, społecznik i pasjonat eteru. Jego zaangażowanie w pracę z młodymi operatorami było bezcenne.
Cześć jego pamięci wybitny krótkofalowiec o potężnych zasługach dla młodzieży lwóweckiej. To ogromna strata
Pokój jego duszy, wspaniały krótkofalowiec i opiekun kotów. Niech mu bóg wynagrodzi