Rozmowa z Łukaszem Lisiowskim, założycielem i administratorem społeczności „Olszyna – moja rodzinna miejscowość”, o odkrywaniu powojennej historii, wspomnieniach mieszkańców i przywiązaniu do rodzinnych stron.

Reklama

Rozmówca: Skąd wziął się pomysł na stworzenie społeczności „Olszyna – moja rodzinna miejscowość”?

Łukasz Lisiowski: Myślę, że przede wszystkim z sentymentu do Olszyny. Tutaj się wychowałem, tutaj mam mnóstwo wspomnień i zawsze ciekawiło mnie, jak ta miejscowość wyglądała wcześniej. Gdzie spotykali się ludzie, jak spędzali wolny czas, jak wyglądały nasze ulice, szkoły czy zakłady pracy.

Zauważyłem też, że wiele ciekawych historii po prostu nigdzie nie zostało zapisanych. Są stare fotografie w rodzinnych albumach, są wspomnienia starszych mieszkańców, ale z biegiem lat to wszystko może bezpowrotnie zniknąć.

Pomyślałem więc, dlaczego nie stworzyć miejsca, w którym moglibyśmy wspólnie wracać do tych czasów? Tak właśnie powstała „Olszyna – moja rodzinna miejscowość”.

Rozmówca: Dlaczego skupił się Pan przede wszystkim na powojennej historii Olszyny?

Łukasz Lisiowski: Przede wszystkim dlatego, że to historia, która jest nam najbliższa. Mówimy przecież o czasach naszych rodziców, dziadków, a w niektórych przypadkach również o naszym własnym dzieciństwie.

Mam jednak wrażenie, że powojenna historia Olszyny nie została należycie udokumentowana. Wielu najstarszych mieszkańców, którzy byli świadkami tamtych wydarzeń, nie ma już wśród nas. Wraz z nimi odeszły wspomnienia i historie, których nikt nie zdążył zapisać. Niestety, wiele rodzinnych pamiątek, dokumentów czy fotografii również bezpowrotnie przepadło. Część z nich przez lata zwyczajnie wyrzucono, nie zdając sobie sprawy z ich wartości historycznej.

W tym miejscu chciałbym podkreślić wspaniałą pracę, jaką wykonał Pan Zbigniew Madurowicz. Dzięki dotarciu do niemieckojęzycznych materiałów źródłowych, ich tłumaczeniu i wieloletniemu zaangażowaniu udało mu się odtworzyć i przybliżyć mieszkańcom historię naszej gminy sprzed 1945 roku. Uważam, że to niezwykle cenny wkład w zachowanie lokalnego dziedzictwa.

Pozostaje jednak pewna przestrzeń historyczna, którą również warto zagospodarować. Mam na myśli okres od zakończenia II wojny światowej aż do czasów współczesnych. To przecież historia, którą tworzyli nasi rodzice, dziadkowie i którą dzisiaj nadal tworzymy my sami – kolejne pokolenia polskich mieszkańców Olszyny.

Najbardziej interesuje mnie okres od 1945 roku do końca lat dziewięćdziesiątych. W tym czasie Olszyna bardzo się zmieniała. Przyjeżdżały kolejne rodziny, rozwijały się fabryki, szkolnictwo, sport i życie kulturalne. Powstawały miejsca, które dla wielu mieszkańców do dziś mają ogromną wartość sentymentalną.

I proszę zauważyć, że mówimy o zaledwie osiemdziesięciu latach, a przecież wydarzyło się w tym czasie naprawdę bardzo dużo! To niezwykle bogata historia, której moim zdaniem wciąż poświęcamy zbyt mało uwagi.

Właśnie dlatego najbardziej ciekawi mnie codzienne życie mieszkańców. Nie tylko wielkie wydarzenia czy oficjalne uroczystości, ale również zwyczajne historie ludzi, ich praca, przyjaźnie, szkolne wspomnienia i miejsca spotkań.

Bo jeśli sami nie zadbamy o zachowanie tej części historii Olszyny, za kilkadziesiąt lat może się okazać, że nie będzie już komu jej opowiedzieć.

Rozmówca: Na stronie pojawiają się fotografie szkół, zakładów pracy, ulic czy dawnych miejsc wypoczynku. Jak wybiera Pan tematy publikacji?

Łukasz Lisiowski: To wygląda różnie. Czasami ktoś prześle mi zdjęcie i od razu wiem, że warto je pokazać. Innym razem sam natrafię na ciekawy materiał albo ktoś podczas rozmowy wspomni o miejscu, którego już nie ma.

Weźmy chociażby dawny basen, amfiteatr, korty tenisowe czy Olszyńskie Fabryki Mebli. Dla starszych mieszkańców to miejsca pełne wspomnień, a młodsi często nawet nie wiedzą, jak kiedyś wyglądały.

Najbardziej lubię fotografie przedstawiające zwyczajne sytuacje. Ludzi przy pracy, dzieci w szkole, mieszkańców na spacerze czy podczas zabawy. Czasami takie zdjęcie mówi więcej niż długi opis historyczny.

Rozmówca: Jednym z tematów, do których Pan wraca, jest historia olszyńskiego szkolnictwa. Dlaczego?

Łukasz Lisiowski: Ten temat jest mi szczególnie bliski, bo sam chodziłem do dawnej Szkoły Podstawowej nr 1, naszej popularnej „Jedynki”.

Ale historia olszyńskich szkół jest ciekawa również z innego powodu. Na przestrzeni lat placówki zmieniały swoje siedziby. Szkoła Podstawowa mieściła się między innymi w dawnym pałacu, który w latach sześćdziesiątych uległ pożarowi. Przy ulicy Asnyka funkcjonowało wcześniej Gimnazjum, a później powstała tam „Jedynka”. Z kolei przy obecnej ulicy Legnickiej 1 działała Szkoła Przysposobienia Zawodowego.

Co ciekawe, do Olszyny przyjeżdżało kiedyś bardzo dużo młodych ludzi, żeby zdobywać wykształcenie i uczyć się zawodu. Dzisiaj trudno sobie nawet wyobrazić, jak duży wpływ miało to na życie miejscowości.

Rozmówca: Dużo miejsca poświęca Pan także Olszyńskim Fabrykom Mebli.

Łukasz Lisiowski: Trudno byłoby opowiadać o powojennej Olszynie i pominąć fabryki mebli. Przecież przez wiele lat były one jednym z najważniejszych miejsc pracy dla naszych mieszkańców.

Ale fabryki to nie tylko produkcja i zatrudnienie. To również życie społeczne, sport, różnego rodzaju uroczystości, a przede wszystkim ludzie, którzy spędzili tam nieraz kilkadziesiąt lat.

Pokazywałem już fotografie z hal produkcyjnych, zdjęcia pracowników czy materiały związane z obchodami Święta Pracy.

Chciałbym jednak poznawać także historie, których nie znajdziemy w oficjalnych kronikach. Jak wyglądała codzienna praca? Jaka panowała atmosfera? Jakie znajomości i przyjaźnie tam się rodziły?

Myślę, że wiele osób ma jeszcze mnóstwo ciekawych wspomnień związanych z tymi zakładami.

Rozmówca: Czy spodziewał się Pan tak dużego zainteresowania publikowanymi materiałami?

Łukasz Lisiowski: Przyznam szczerze, że nie! Jestem naprawdę bardzo pozytywnie zaskoczony.

Podam konkretny przykład. Zdjęcie przedstawiające centrum Olszyny w 1974 roku, które jakiś czas temu opublikowałem, osiągnęło ponad 100 tysięcy wyświetleń! Dla mnie to niesamowity wynik, szczególnie że mówimy przecież o niewielkiej miejscowości.

Ale wie Pan, co ucieszyło mnie najbardziej? Kiedy przeglądałem reakcje i komentarze, zobaczyłem mnóstwo nazwisk osób, które od dawna nie mieszkają już w Olszynie. Niektórzy wyprowadzili się wiele lat temu, a mimo to nadal interesują się tym, co związane jest z ich rodzinną miejscowością.

To pokazuje, że można mieszkać setki kilometrów stąd, a Olszyna wciąż pozostaje ważną częścią naszego życia.

Bardzo lubię też czytać komentarze, w których ktoś rozpoznaje swoją mamę, dziadka, nauczyciela czy dawnego sąsiada. Wtedy widzę, że te publikacje mają naprawdę sens.

Rozmówca: Czy zdarza się, że dzięki komentarzom mieszkańców odkrywa Pan zupełnie nowe informacje?

Łukasz Lisiowski: Oczywiście, i to bardzo często.

Czasami mam fotografię, ale nie znam dokładnej daty albo nie wiem, kim są przedstawione na niej osoby. Wystarczy ją opublikować i nagle okazuje się, że ktoś rozpoznaje swojego sąsiada, ktoś pamięta konkretne wydarzenie, a jeszcze ktoś potrafi wskazać miejsce wykonania zdjęcia.

To jest właśnie piękne w tej inicjatywie. Historię odkrywamy wspólnie.

Oczywiście staram się wszystko weryfikować, bo po kilkudziesięciu latach pamięć potrafi płatać figle. Nie chciałbym publikować czegoś tylko dlatego, że dobrze brzmi. Zależy mi, żeby te materiały były możliwie wiarygodne.

Rozmówca: Czy myślał Pan o tym, aby oprócz archiwalnych fotografii publikować również rozmowy ze starszymi mieszkańcami Olszyny?

Łukasz Lisiowski: Tak, i przyznam, że bardzo mnie to interesuje.

Zdjęcia są niezwykle cenne, ale przecież nie opowiedzą nam wszystkiego. Dopiero rozmowa z człowiekiem, który pamięta tamte czasy, pozwala dowiedzieć się, jak naprawdę wyglądało codzienne życie.

Chciałbym usłyszeć, jak ludzie wspominają swoje dzieciństwo, szkołę, pierwszą pracę, sąsiadów czy miejsca, w których się spotykali.

Myślę, że takich historii jest w Olszynie jeszcze bardzo dużo. Wszystko zależy oczywiście od tego, czy mieszkańcy będą chcieli się nimi podzielić. Nikogo nie można do tego namawiać na siłę, bo często są to bardzo osobiste wspomnienia.

Byłeś świadkiem czegoś podobnego?
Wypadek, awaria, coś, o czym powinniśmy napisać — wyślij nam zdjęcie albo krótki opis. Zajmuje to tylko 30 sekund. Zgłoś temat

Jeżeli jednak uda się takie rozmowy przeprowadzić, będzie to naprawdę wartościowe uzupełnienie archiwalnych fotografii.

Najważniejsze, żebyśmy nie stracili możliwości wysłuchania ludzi, którzy pamiętają Olszynę sprzed kilkudziesięciu lat.

Rozmówca: Czy prowadzenie takiej społeczności wymaga dużo pracy?

Łukasz Lisiowski: Trochę tej pracy jest, nie będę ukrywał. (śmiech)

Samo wrzucenie zdjęcia zajmuje chwilę, ale wcześniej trzeba je zdobyć, dowiedzieć się, co przedstawia, ustalić datę, czasami porozmawiać z kilkoma osobami.

Zdarza się, że nad jednym materiałem spędzam znacznie więcej czasu, niż początkowo zakładałem. Ale kiedy później widzę zainteresowanie mieszkańców i czytam ich wspomnienia, mam z tego dużą satysfakcję.

Na razie zajmuję się wszystkim samodzielnie. Staram się publikować regularnie, ale nie chodzi mi o to, żeby codziennie coś dodawać. Wolę przygotować jeden ciekawy materiał, który rzeczywiście wniesie coś do naszej wiedzy o Olszynie.

Rozmówca: Czy uważa Pan, że Facebook jest dobrym miejscem do dokumentowania historii?

Łukasz Lisiowski: Myślę, że tak, chociaż oczywiście ma swoje ograniczenia.

Największą zaletą jest to, że możemy bardzo szybko dotrzeć do wielu ludzi. I co ważniejsze, oni mogą od razu włączyć się do rozmowy.

Kiedy publikuję zdjęcie, często już po kilku godzinach pojawiają się informacje, których wcześniej nie znałem. Ktoś coś dopowie, ktoś rozpozna osobę, ktoś inny przypomni sobie ciekawą historię.

Natomiast nie chciałbym, żeby wszystko pozostało wyłącznie na Facebooku. W przyszłości dobrze byłoby te materiały uporządkować i stworzyć z nich bardziej trwałe archiwum.

Rozmówca: Czy zależy Panu również na zainteresowaniu młodszego pokolenia historią Olszyny?

Łukasz Lisiowski: Oczywiście. Powiem więcej – uważam, że to bardzo ważne.

Czasami mam wrażenie, że doskonale znamy historię odległych miast czy wielkich wydarzeń, a niewiele wiemy o miejscach, które mijamy codziennie.

Ilu młodych mieszkańców wie, jak wyglądał dawny olszyński basen? Gdzie mieściły się poszczególne szkoły? Jak funkcjonowały Olszyńskie Fabryki Mebli?

Przecież to wszystko jest częścią historii naszych rodzin.

Chciałbym, żeby młodsze pokolenia wiedziały, że Olszyna ma naprawdę ciekawą przeszłość. I żeby były z nią związane nie tylko dlatego, że tutaj mieszkają, ale również dlatego, że znają jej historię.

Rozmówca: Czy nie obawia się Pan, że takie wspomnienia mogą prowadzić do idealizowania przeszłości?

Łukasz Lisiowski: To bardzo dobre pytanie, bo rzeczywiście istnieje takie ryzyko.

Kiedy wracamy pamięcią do młodości, zazwyczaj przypominamy sobie przede wszystkim dobre chwile. Spotkania z przyjaciółmi, zabawy, szkolne lata czy rodzinne wydarzenia.

Ale przecież nie możemy zapominać, że życie kilkadziesiąt lat temu było pod wieloma względami znacznie trudniejsze. Szczególnie w pierwszych latach po wojnie.

Nie chciałbym tworzyć obrazu Olszyny, w której wszystko było idealne, bo tak na pewno nie było.

Z drugiej strony, jeżeli starsi mieszkańcy wspominają, że ludzie byli sobie bliżsi, częściej się spotykali i pomagali sobie nawzajem, to warto ich wysłuchać.

Najważniejsze, żeby zachować pewną równowagę i nie oceniać całej przeszłości wyłącznie przez pryzmat nostalgii.

Rozmówca: Jak widzi Pan dalszy rozwój „Olszyny – mojej rodzinnej miejscowości”?

Łukasz Lisiowski: Przede wszystkim chciałbym kontynuować to, co już robię. Wciąż jest wiele ciekawych fotografii, miejsc i historii, których jeszcze nie pokazaliśmy.

Myślę też o tym, że kiedyś można byłoby wyjść z tymi materiałami poza internet. Może zorganizować wystawę dawnych fotografii, spotkanie mieszkańców, a być może w przyszłości przygotować jakąż publikację.

To na razie pomysły, ale uważam, że warto mieć takie cele.

Najważniejsze, żeby ta inicjatywa dalej się rozwijała i żeby mieszkańcy czuli, że jest to również ich miejsce.

Rozmówca: Czego najbardziej potrzebuje Pan od mieszkańców?

Łukasz Lisiowski: Przede wszystkim zachęcam do dzielenia się fotografiami i wspomnieniami.

Wiem, że w wielu domach są jeszcze stare albumy, dokumenty i zdjęcia, których nikt poza rodziną nigdy nie widział.

I naprawdę nie muszą to być fotografie przedstawiające jakieś wielkie wydarzenia. Czasami zwykłe zdjęcie zrobione przed domem, na ulicy czy podczas spaceru pokazuje nam coś, czego dzisiaj już nie ma.

Jeżeli ktoś posiada takie materiały, bardzo proszę o kontakt. Można napisać bezpośrednio do mnie albo przesłać wiadomość na adres mojaolszyna@gmail.com.

Chciałbym też podziękować wszystkim, którzy do tej pory pomagali mi w odkrywaniu historii Olszyny. Bez ich zdjęć, wspomnień i zaangażowania wiele publikacji po prostu by nie powstało.

Rozmówca: Na zakończenie – czym osobiście jest dla Pana „Olszyna – moja rodzinna miejscowość”?

Łukasz Lisiowski: Przede wszystkim czymś, co robię z własnej potrzeby i przywiązania do Olszyny.

Nie traktuję tego jak zwykłego prowadzenia strony na Facebooku. Za każdym zdjęciem kryją się przecież ludzie, ich rodziny i wspomnienia.

Czasami patrzę na starą fotografię i zastanawiam się, ilu z tych osób już z nami nie ma. Ile historii mogliby nam jeszcze opowiedzieć?

I chyba właśnie to najbardziej motywuje mnie do dalszego działania.

Chciałbym, żebyśmy za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat nadal mogli zobaczyć, jak wyglądała dawna Olszyna, rozpoznać ludzi, którzy tutaj żyli, i przeczytać ich historie.

Bo budynki się zmieniają, niektóre znikają, ale pamięć o ludziach nie powinna znikać razem z nimi.

Olszyna – moja rodzinna miejscowość
Założyciel i administrator: Łukasz Lisiowski
Kontakt: mojaolszyna@gmail.com