Wleń był jedną z niewielu gmin w Polsce, które miały gotowy plan ogólny. Rada Miejska go odrzuciła, a burmistrz Artur Zych mówi, że do dziś nie wie dlaczego. W najnowszym nagraniu dla mieszkańców pyta radnych wprost, co w dokumencie jest nie tak i skąd gmina ma wziąć pieniądze, które przez to straciła.

Reklama
Reklama

Burmistrz zwykle zaczyna swoje raporty od inwestycji i bieżących spraw gminy. Tym razem zaczął inaczej.

– Znacie mnie Państwo. Przez lata nie zaczynałem tych raportów od swoich wątpliwości czy przemyśleń, ale dzisiaj niestety muszę tak zrobić – powiedział na wstępie.

Dokument, który miał otworzyć gminę na rozwój

Plan ogólny to nowy, obowiązkowy dokument planistyczny. Zastąpi dotychczasowe studium uwarunkowań i zdecyduje, gdzie w gminie będzie można budować i co. Większość samorządów w Polsce wciąż nad nim pracuje. Wleń miał go już gotowego.

– Plan ogólny według wszystkich specjalistów, i naprawdę specjalistów wysokiej klasy, był planem właściwie zrobionym i planem, który dawał możliwości rozwoju gminy – mówi Artur Zych.

Na szybkim uchwaleniu planu zależało gminie także z powodów finansowych. Mogła odzyskać z KPO koszty jego przygotowania.

Pięć głosów przeciw

Na sesji rady plan nie przeszedł. Przeciw głosowali radni: Pan Dral, Pani Kowalska, Pan Stanecki, Pani Żygadło i Pan Mazurek. Burmistrz nie kwestionuje prawa radnych do głosowania przeciw, ale oczekuje, że podadzą powody.

– Rozumiem, że można odrzucić pewne rzeczy, mając argumenty i uważając, że coś jest złe, ale na podstawie argumentów i faktów – mówi.

Dlatego zaraz po sesji wysłał do tych pięciorga radnych pismo z prośbą, by wskazali, co w planie trzeba poprawić.

– Logiczne, proste. Niestety nie otrzymałem zwrotnie żadnej informacji do dnia dzisiejszego – mówi burmistrz. – Może Państwo mi pomożecie, co mam teraz zrobić i od czego zacząć. Co mam poprawić w planie, w którym rzekomo są błędy, ale nikt nie jest w stanie mi ich pokazać.

Trudno nie przyznać, że to pytanie jest zasadne. Odrzucenie dokumentu to jedno, ale jeśli w planie są błędy, wskazanie ich powinno być najprostszą częścią sprawy. Bez konkretów urząd nie ma czego poprawiać, a plan nie może wrócić pod obrady. Utknęli w tej sytuacji nie tylko burmistrz i radni, ale też mieszkańcy.

Byłeś świadkiem czegoś podobnego?
Wypadek, awaria, coś, o czym powinniśmy napisać — wyślij nam zdjęcie albo krótki opis. Zajmuje to tylko 30 sekund. Zgłoś temat

Mieszkańcy czekają na swoje działki

Burmistrz podkreśla, że najbardziej tracą na decyzji rady mieszkańcy. W planie uwzględniono ich wnioski o zmianę przeznaczenia działek.

– Na tym cierpią ludzie, którzy w planie ogólnym mieli już przekształcone działki. Mogliby już na dzień dzisiejszy szukać możliwości przekształcenia tych działek – mówi. Zaznacza też, że takich osób było sporo.

Blisko 300 tysięcy złotych straty

Burmistrz wylicza też, ile gmina na tym traci. Według niego to blisko 300 tys. zł. Ok. 170 tys. zł to zwrot z KPO, którego gmina już nie dostanie. Resztę kosztów może przynieść prawdopodobna konieczność przygotowania planu od nowa. Burmistrz zastrzega, że ta sprawa nie jest jeszcze przesądzona.

Dla Wlenia to nie są małe pieniądze. Burmistrz w tym samym nagraniu przyznaje, że gmina skutecznie zdobywa pieniądze na inwestycje, ale w budżecie na bieżące wydatki „każdą złotówkę trzeba dwa razy obejrzeć”. W takiej gminie 300 tys. zł to kwota, którą widać w budżecie.

Dwie prośby do radnych

Na koniec burmistrz zwrócił się wprost do radnych, którzy głosowali przeciw planowi:

– Po pierwsze, proszę mi wskazać teraz, skąd w budżecie mam znaleźć takie pieniądze, które zbilansują mi w tym roku budżet. A po drugie, proszę wreszcie odpowiedzieć na pytanie, co jest źle, albo przyznać się do tego, że podjęliście niewłaściwą decyzję. I wtedy będziemy mogli plan ogólny przyjąć.

Brak porozumienia grozi paraliżem gminy

Sytuacja we Wleniu pokazuje, jak cienka jest granica między politycznym sporem a realnymi stratami dla lokalnej społeczności. Odrzucenie uchwały bez merytorycznego uzasadnienia stawia w trudnej sytuacji nie tylko władze wykonawcze, ale przede wszystkim mieszkańców czekających na decyzje w sprawach prywatnych i inwestycyjnych. Jeśli radni nie przedstawią popartych faktami uwag lub nie wrócą do rozmów, gmina może utknąć w wielomiesięcznym pacie decyzyjnym, za który cenę – zarówno finansową, jak i rozwojową – zapłacą wszyscy podatnicy.