Na kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego rodzice przedszkolaków w Gryfowie Śląskim zostali zaskoczeni decyzją dyrekcji Przedszkola Publicznego. Od 1 września nie będą mogli wchodzić z dzieckiem do budynku, nawet do szatni – dzieci mają być przekazywane przy drzwiach wejściowych.

Reklama
Reklama

O sytuacji poinformowała strona społeczna Gryfów Dla Wszystkich, a do naszej redakcji zwracają się oburzeni rodzice – zarówno ci, którzy w tym roku dają swoje pociechy do gryfowskiej placówki, jak i ci, którzy planują posłać dzieci w przyszłym roku.

Jak informują nas czytelnicy:

„Ja sam chcę za rok puścić swoje córeczki do przedszkola i nie wyobrażam sobie, że trzy latki będą mi zabierane i zaprowadzane do sali przez obce dla nich osoby!”

„To dla mnie ogromny stres, bo dziecko będzie musiało zostawać w szatni i iść do sali z obcą osobą, zamiast spokojnie pożegnać się przy mnie. Przez ostatnie lata to zawsze było naturalne i wspierające.”

Byłeś świadkiem czegoś podobnego?
Wypadek, awaria, coś, o czym powinniśmy napisać — wyślij nam zdjęcie albo krótki opis. Zajmuje to tylko 30 sekund. Zgłoś temat

Decyzja dyrekcji, według oficjalnego komunikatu, podyktowana jest „dobrem i bezpieczeństwem dzieci oraz warunkami higieniczno-sanitarnymi” i ma wynikać z zaleceń powiatowego sanepidu. W rzeczywistości – jak zauważają rodzice – jest to decyzja przyjęta i wspierana przez burmistrza Daniela Koko, który odpowiada za politykę oświatową w mieście.

Sprzeczność budzi fakt, że burmistrz w ostatnich dniach informował o planach udostępnienia tego samego budynku turystom, bo to „perełka architektoniczna, którą warto pokazywać w ramach spacerów z przewodnikiem”. Rodzice pytają więc: jakie realne zagrożenie stanowią dzieci pozostawione przy drzwiach, skoro turyści mają wchodzić do środka bez ograniczeń?

Decyzja wywołała falę niepokoju i pytań o priorytety lokalnych władz – czy bezpieczeństwo i komfort dzieci oraz rodziców są traktowane na równi z planami turystycznymi?

Marcel Wilk